Czwartek, 7 sierpnia 2008
Pojechałem w pewne miejsce
Pojechałem w pewne miejsce nad Dunajcem...
- DST 1.82km
- Teren 0.50km
- Czas 00:05
- VAVG 21.84km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 4 sierpnia 2008
Pojechałem z Błonia na zakupy
Pojechałem z Błonia na zakupy do Leadera w Zbylitowskiej Górze...
- DST 8.61km
- Czas 00:21
- VAVG 24.60km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 3 sierpnia 2008
Jeździłem gdzieś po Błoniu...
Jeździłem gdzieś po Błoniu...
- DST 1.86km
- Czas 00:05
- VAVG 22.32km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 2 sierpnia 2008
Jeździłem gdzieś po Błoniu...
Jeździłem gdzieś po Błoniu...
- DST 1.25km
- Teren 0.50km
- Czas 00:07
- VAVG 10.71km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Koniec mojego pobytu w górach...
Koniec mojego pobytu w górach... Wyjechałem o 9 z Muszyny, z bagażem na sakwach, z noclegu u koleżanki z Oazy, drogą wojewódzką nr 971 do Krynicy, potem na 981 przez Grybów do Ciężkowic gdzie skręciłem na 977 i zjechałem z niej za Tuchowem w miejscowości Zabłędza, jechałem na wyczucie, bo mapę tego regionu zostawiłem w domu w Mielcu, przez Piotrkowice, gdzie się długo wlokłem za kombajnem. Nie dało sie go wyprzedzić, bo droga tak wsąka, że sama maszyna rolnicza marki mi niewiadomej musiała jechać jednym kołem po poboczu. Po pewnym czasie się zatrzymała, to ominąłem ją jadąc po krzakach. Jechałem dalej. Łowczówek. Widzę dość ciekawy asfaltowy zjazd z lekkimi zakrętami, porośniętymi z boku drzewami. Po kilku sekundach zerkam na licznik, a tu szóstka z przodu, daję po hamplach, patrzę przed siebie a tu zakręt o 90*. Miałem śmierć w oczach... Gdyby coś jechało z naprzeciwka, to leżał bym sobie w trumnie, albo co gorsze na ostrym dyżurze... Udało się zwolnić do ok. 50 km/h i przejechać go. Bogu dzięki. Na tym zjeździe osiągnąłem prędkość 71,85 km/h - życiowy rekord. Dodam jeszcze, że podczas tego zjazdu nie pedałowałem... Dalej było już spokojniej, chcąc sobie skrócić drogę pojechałem wzdłuż torów asfaltem, który przerodził się w szuter i zakręcał w stronę z której przyjechałem. Dlatego ruszyłem na przełaj przez Łąkę i udało mi się wyjechać w Rzuchowej. Potem jechałem już sopkojnie do Błonia, pytając się miejscowego żula, o drogę. Po dotarciu Na Oazę Nowego Życia III* organizowanej przez Ruch Światło Życie diecezji tarnowskiej, odbywającej sie w Domu Rekolekcyjnym Wyższego Seminarium Duchownego w Tarnowie byłem głodny, a że do kolacji jeszcze kilka godzin to wyskoczyłem do Tarnowa przez Zbylitowską Górę i Mościce zjeść obiadek, po czym zakupiłem Fiszmaka dla Dariusza i wracałem przez centrum i drogą krajową nr 4 - jazda po niej na rowerze to istny horror :)
- DST 127.21km
- Teren 0.60km
- Czas 05:27
- VAVG 23.34km/h
- VMAX 71.85km/h
- Sprzęt GiGant custom
- Aktywność Jazda na rowerze
Zostałem sam
Z Wiktim, z którym cały czas jeździłem po górach i mieszkaliśmy u jego babci w tyliczu musiałe się pożegnać. Miał coś pilnego w Mielcu. Odeskortowałem go z Tylicza do Grybowa na dowrzec PKP, po drodze zbaczając do Binczarowej i oddając trochę ciuchów bratu, który wracał z Oazy. Poźniej pojechałem i zastanawiałem się gdzie by tu zajechać rowerkiem... Przypomniałem sobie, że koleżanka z Muszyny zaprosiła mnie kilka dni wcześniej na herbatkę, więc po zastanowieniu ruszyłem tam. Poraz drugi musiałem się zmierzyć z kilku(nasto?)kilometrowym podjazdem na Krzyżówkę, ale dalej mogłem się cieszyć długim i szybkim zjazdem do Krynicy. W Muszynie zatrzymałem się przy mapie, by sprawdzić gdzie mieszka owa kolerzanka. Raz mi powiedziała adres i dobrze zapamiętałem :) Dotarłem, byłą zdziwiona i pojechaliśmy na krótką przejażkę rowerową po Muszynie. Była tak dobra, że ofiarowała mi dach nad głową, mimo że nie prosiłem i kłamałem, że miałem gdzie spać (pewnie pojechałbym do lasu, bo noc miałą być ciepła :D) :)
- DST 95.41km
- Teren 0.30km
- Czas 05:19
- VAVG 17.95km/h
- VMAX 58.16km/h
- Sprzęt GiGant custom
- Aktywność Jazda na rowerze
Nie ma to jak skrót
Ruszyliśmy z Tylicza oczywiście z opóźnieniem, a clem była Szczawnica :) W Powroźniku dojechaliśmy do drogi wojewódzkiej i jechaliśmuy nią do Piwnicznej Zdroju. Tam kładką przekroczyliśmy rzekę Poprad i ruszyliśmy na 10 kilometrowy podjazd do schroniska Obidza. Mój współtowarzysz podróży padł. Na początku się co chwilę zatrzymywałem i czekałem na niego, ale pod końcowe kilometry podjazdu ruszyłem do samego schroniska. Tam przejżałem mapy i poczekałem na niego kilkadziesiąt minut, aż wprowadzi rower. Po naradzie ruszyliśmy dalej, zboczyliśmy ze szlaku, by zobaczyć widok na Tatry :) Jechaliśmy dalej przez górę Szczob 936 m n.p.m. do przełęczy Rozdziela. Wikti nie miał już sił, gdy zabaczył zjazd do Jaworek i pomyślał, że trzeba będzie na niego się niedługo wdrapać. Także pojechał do schroniska i tam m iał sobie odpocząć i czekać na mnie, tymczasem ja zjeżdżałem tym paswiskiem. Trzapało strasznie, pod koniec zjazdu zobaczyłem kilkudziesięciocentymetrowy rów. Zacząłem hamować i zatrzymałem sie w rowku... Efekt kilka milimatró koło scentrowane. Zacząłem je prostować gdy doterłem na sam dół. Tak od hamulców jak zawsze to czynię. Spokojnie juz szutową drogą dojechałem nawet do Krościenka nad Dunajcem, ale zaraz zaqwróciłem do Szczawnicy by zjeść obiad. Po najedzeniu ruszyłem spowrotem uzupełniając płyny w sklepie. Jako, że już późnawo było to musiałem przyspieszyć. Zadzwoniłem do Wiktiego by już zaczął powoli jechać, a ja go dogonię. by być sprytniejszy pojechałem skrótem. Na mapie była zaznaczona droga biegnąca wzdłuż strumienia, ale nie miała szlaku. Zaryzykowałem... Była to droga z wycinki drzew, na co wskazywały ślady na kamieniach w strumieniu! Droga po kilometrze biegła w struminiu szrokim na samochód. Prowadziłem rower starając się przeskakiwać z kamienia na kamień. Pod koniec trasy mój licznik Sigma BC 1606L wpadła do niego. Na szczęśie kapnąłem się po kilkudziesięciu metrach i zacząłem jej szukać z powodzeniem - kąpała się. Wodoodporność - to jest to :) Nic się jej nie stało. Doszedłem do wniosku, że nie ma sensu iść dalje strumieniem, więc odbiłem w prawo pod órę od szlaku przez okropne błoto, ale udało się. To opóźnienie musiałem nadrobić i zapieprzałem bardziej niż jadąc do, a miałem już troche przejechane. Kręty i szybki zjazd okazał się pomocny. Potem drogą wojewódzką do Powroźnika, gdzie na mnie czekał Wikti i razem już do noclegu w Tyliczu :)
- DST 140.17km
- Teren 40.00km
- Czas 07:24
- VAVG 18.94km/h
- VMAX 63.86km/h
- Sprzęt GiGant custom
- Aktywność Jazda na rowerze
Słowacja
Pojechaliśmy do Krynicy wymienić walutę, potem w Powroźnika w lewo i w las w prawo - kolega prowadził na pamięć i się trochę zgubiliśmy - straciliśmy dużo sił, bo były tam ostre podejścia... Udało się nam wyjechać w Muszynce, potem na Przełęcz Tylicką, szybkie zakupy zaraz za granicą na Słowacji i zjazd do Tarnova przez Kurov. Tam zjedliśmy smacznie i tanio pizze Gazdovską i rtuszyliśmy w drogę powrotną przez Gaboltov, a tam na przełaj przez pola ja wjeżdżałem powoli, Michał wprowadzał rower - stromo było, ale udało się wjechać na tą Przełęcz Tylicką. Potem zjazd do Tylicza zahaczając o 2 źródełka wody mineralnej z żelazem - uzupełniliśmy bidony na dzień jutrzejszy.
- DST 64.30km
- Teren 15.00km
- Czas 04:27
- VAVG 14.45km/h
- VMAX 64.50km/h
- Sprzęt GiGant custom
- Aktywność Jazda na rowerze
Wyjazd na 5 dniową wyprawę rowerową
Najpierw jazda do Kościoła z rana na Ostrym Kole. Początek wyjazdu na kilkudniową wycieczkę rowerową. Załadowany sakwami, na górskich oponach wyruszyłem do Czermnej drogami gminnymi przez Podleszany, Przecław, Straszęcin do Pilzna gdzie zjechałem na drogę krajową nr 73. Za Bielowami odbiłem w prawo na Jodłową - praktycznie ciągły podjazd - dalej w tej miejscowośći w lewo na Czermną - ostry kilkukilometrowy podjazd - nieźle dał w kość - a jak jest podjazd to musi być też zjazd :) Wreszcie dojechaliśmu do Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia w Czermej, gdzie odbywał się Dzień Wspólnoty Oaz Ruchu Światło-Życie. Zabraliśmy roweki do autobusu i wyruszyliśmy z Binczarowej. Szybki, niezbyt długoi zjazd i skręt w prawo - jazda drogą wojewódzką nr 981 potem długi podjazd do Krzyżówki i zjazd do Krynicy, tam odbiliśmy w lewo i stromy podjazd do Tylicza, tam jeszcvze kolejny szybki zjazd i dojechaliśmy do celu
- DST 105.92km
- Teren 0.20km
- Czas 05:14
- VAVG 20.24km/h
- VMAX 62.64km/h
- Sprzęt GiGant custom
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 27 lipca 2008
Dom - Kościół - Dargor
Dom - Kościół - Dargor - dom - Zielona Budka - Grzesiek - Dom na ostrym kole...
- DST 15.50km
- Aktywność Jazda na rowerze






